Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisarki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisarki. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 października 2013

Nobel, Nobel

Szanowny Komitet Noblowski zepsuł mi plany czytelnicze, już chciałam się zabrać za Alice Munro - "Kocha, lubi, szanuje" leży od kilku miesięcy na kindlu i czeka aż skończę Petera V. Bretta i Barrayar i jeszcze kilkanaście innych... I zrecenzować chciałam. A teraz guzik, bo wyjdzie, że mam owczy pęd do laureatki. No cóż, zawsze pozostaje mi Margaret Atwood.

piątek, 28 czerwca 2013

Aneta Jadowska - Złodziej dusz

No to dałam popalić, zajęłam się innymi projektami, a ten blog odpłynął gdzieś w niebyt. No cóż, może jeszcze nie wszystko stracone, zwłaszcza że przez ten rok przeczytałam książek na metry (a może raczej megabajty, bo ostatnio przestawiłam sie w niemal 100% na ebooki).
Do napisania nowej recenzji skłoniło mnie przeczytanie 1,5 książki nowej gwiazdy polskiej fantatyki - Anety Jadowskiej. Tak więc, "Złodziej dusz" przeczytany, jestem w połowie "Bogowie muszą być szaleni", więc skupue sie na pierwszej książce.
Jestem w kropce. Nie wiem co o tym myśleć. Książka jest napisana sprawnie, styl jest lekki i wartki, łatwo się zaczytać. Postaci drugoplanowe znakomicie nakreślone, wyraziste, z zadatkami na ciekawą historię. Do tego mnóstwo nawiązań kulturowych, a to do mitologii słowiańskiej a to do dobrej muzyki. Lubimy takie klimaty.
Sama fabuła może nie jest szczególnie oryginalna - takie rzeczy jak paranormalne śledztwa/paranormalni stróże prawa/paranormalne heroiny ratujące paranormalne przyjaciółki były już u Ilony Andrews czy Patricii Briggs wiele razy. Ale jest dynamicznie, zwroty akcji są, dłużyzn brak, ogólnie bardzo na plus.
Problem pojawia sie gdy dochodzimy do głównych bohaterów. Jest Dora Wilk, twarda babka, policjantka, lubi metal i skórę a wogóle to wiedźma. Ruda, o kobiecych kształtach. I jeszcze taka, na którą leci wszystko, nosi spodnie. A jakże. Do tego dziewczyna ma "magiczne" imię... Jada. Im dłużej o niej czytam, tym bardziej wychodzi mi, że to Marry Sue.
Skoro jest kobieca postać pierwszoplanowa, to musi być i męska. A nawet dwie. Jasny (blondyn) anioł Joshua (czemu nie Jozue, pytam się, a może anioły też mają własną plagę Brajanów i Dejzi) i ciemny (brunet) diabeł Miron (ok, widać to nowoczesne diabły, nie nazywają się już z hebrajska). Obaj sa piękni, męscy i lecą na Dorę. I tyle można o nich napisać. Trochę słabo jak na kilkaset stron książki.
Podsumowując, mogło być świetnie, niestety jest zaledwie przyzwoicie - z powodu nieznośnie irytujacych postaci pierwszoplanowych. Ponieważ to pierwszy tom cyklu, dam autorce szansę, zobaczę jak rozwinie fabułę i postaci. Moja opinia: można przeczytać, nie robi krzywdy szarym komórkom, ale raczej nie zostanie długo w pamięci.

poniedziałek, 26 marca 2012

Emily Maguire "Ujarzmić bestię"


Dziś będzie o "Ujarzmić bestię" Emily Maguire. Miałam nie pisać o tej książce, szczerze mówiąc po przeczytaniu chciałam jak najszybciej zapomnieć, że miałam ją w rękach. Nie dlatego, że jest zła. Jest napisana całkiem sprawnie, ale nie powala na kolana ani nie powoduje zmiany spojrzenia na życie. A mam wrażenie, że zamysł autorki był inny. Książka miała wstrząsnąć.

Wstrząsnąć mną miała historia czternastoletniej Sary Clarke uwiedzionej przez swojego nauczyciela. To wydarzenie  stało się katalizatorem wydarzeń w książce. Romans z panem Carrem spowodował daleko idące zmiany w życiu Sary. Bohaterka, po porzuceniu przez kochanka, rzuca się w wir przygód erotycznych. Podświadomie w każdym mężczyźnie szuka pana Carra. Jednocześnie odrzuca uczucie, jakim darzy ją jej najlepszy przyjaciel.
Fabuła obejmuje kilka lat, do momentu skończenia przez bohaterkę edukacji. Akcja składa się w momentów przed pójściem do łóżka, w takcie i po. Czasem bywa okraszona refleksjami bohaterki, jak choćby taka, że nie jet puszczalską, bo przecież nie idzie z każdym, tylko z takim, który nie spodziewa się, że zwróci na niego uwagę (trzeba przyznać, że jest w tym jakaś pokrętna logika), tudzież wywodami, że w "Dumie i uprzedzeniu" zawarte są aluzje do seksu oralnego.
Niestety, pseudo oryginalne przemyślenia, wulgarność języka i opisy bezsensownej brutalności przysłoniły mi poruszany w książce problem i powodowały, że kilka razy miałam ochotę przerwać czytanie i już więcej do niej nie wracać. Pod koniec, kiedy obserwujemy rozpad osobowości Sary, jest nieco ciekawiej. Jednak  zamiast myśleć o zawiłościach jej psychiki, zastanawiałam się czemu widoczny przecież proces degradacji jej osobowości, nie wywołał reakcji rodziny i przyjaciół? Wydaje mi się, że książka byłaby ciekawsza gdyby autorka poruszyła problem relacji w rodzinie Sary, a nie zamknęła go kliku akapitach.
"Ujarzmić bestię" nie jest książką złą, lecz zbyt często jest przegadana, a postaci opisywane jako inteligentne i rozsądne zachowują bezmyślnie. Żadnemu z bohaterów nie udało się wzbudzić mojej sympatii
Podsumowując, z powodu poważnej, trudnej tematyki nie nadaje się na czytadełko na wakacje (chyba że ktoś ma zapędy masochistyczne). Takie tematy powinny być poruszane, powinny powstawać książki, które wstrząsają i zmuszają do przemyśleń. Jednak, moim zdaniem, w lepszych książkach.

Gail Carriger "Bezduszna" - od początku

Odgrzebałam, że miałam bloga o książkach. A ostatni post był sprzed pół roku. Postanowiłam zacząć jeszcze raz. Jeszcze raz wrzucę dwie w miarę wartościowe recenzje. I będę pisała regularnie. Trzymajcie za mnie kciuki :)
Długo zastanawiałam się jaką książkę powinnam zrecenzować na początek. W końcu zdecydowałam się na "Bezduszną" Gail Carriger. Opis wydawnictwa nie zachwycił mnie, no bo wilkołaki i wampiry jako członkowie społeczeństwa wiktoriańskiej Anglii? Nie jestem fanką tego okresu, a w epoce po "Zmierzchu" do wszystkiego wilkołaczo-wampirycznego trzeba podchodzić z dłuuugim kijem. A szkoda, bo lubię. Wilkołaki i wampiry.
Książka mnie zaskoczyła, bardzo szybko wsiąkłam w klimat i polubiłam postaci. Bohaterka, Alexia Tarabotti ma dwadzieścia sześć lat i jest starą panną. Nic zresztą dziwnego, jest to osoba niezależna,  inteligentna, mająca własne zdanie i niewachająca się go wyrażać. No i te włoskie korzenie. Jednak bohaterka nie przejmuje się tym i patrzy z dystansem na otaczający ją świat. Być może wynika to z tego, że dziewczyna nie ma duszy. Dzięki jej dotykowi wilkołaki i wampiry na chwile znów stają się ludźmi. Oryginalne, prawda?
Jednak poza ciekawym pomysłem na paranormalność (czy może ultrnaturalność?)głównej bohaterki książka ta ma mnóstwo innych zalet. Pozostałe postaci również są wyraziste i zapadają w pamięć, zarówno Lord Maccon (tak, to porządny Szkot jest), jak i do bólu mieszczańska rodzina Alexii.
Pani Carriger umiejętnie pokazuje zamożne warstwy społeczeństwa angielskiego epoki wiktoriańskiej. Robi to z wielkim poczuciem humoru - wielokrotnie parskałam śmiechem czytając opisy spotkań towarzyskich czy rozmowy przy stole w domu głównej bohaterki. Również wilkołaki i wampiry są bardzo wiktoriańskie. Bo kto to widział żeby wampir zapraszał pannę na kolację i wypuszczał nienadgryzioną? Albo wilkołak grzecznie wypełniający papierki. Jednak nie ma tak dobrze, zwyczaje ludzkie i wilkołacze różnią się od siebie na tyle, że dochodzi z ich powodu do różnych prześmiesznych sytuacji.
Humor jest zdecydowanie mocną stroną tej książki. Podobnie jak przedstawianie świata. Trzeba powiedzieć, że opisy zajmują w książce dużo miejsca. Dzięki nim mogłam dokładnie wyobrazić sobie stroje i wnętrza.
Trzeba dodać, że w "Bezdusznej" dużo się dzieje. Intryga (kto produkuje "nieautoryzowane" wampiry?) jest poprowadzona sprawnie i dynamicznie. Ładnie przeplata się ze wstawkami obyczajowymi. Choć sama domyśliłam się rozwiązania sprawy dość wcześnie, sposób, w jaki zostało napisane powoduje, że nie czuję niedosytu.
"Bezduszna" zaintrygowała mnie na tyle, że sięgnęłam po kolejne części przygód Alexii w oryginale. Cała seria ma zdecydowanie to coś. Szczerze polecam wszystkim zmęczonym kolejnymi klonami "Zmierzchu".
Zdjęcie okładki pochodzi ze strony wydawnictwa Prószyński i Ska.

A teraz kilka słów od recenzentki. Wyszło jak dawno nie pisałam tekstu pozazawodowego. Strasznie się namęczyłam nad tą króciutką recenzją. A tyle rzeczy, które jeszcze mogłabym napisać o tej książce kłębi mi  się w głowie. Mam nadzieję, że nie jest tak źle, jak mi się wydaje że jest. Obiecuję pracować nad sobą, następne teksty będą lepsze i mam nadzieję, że ich napisanie przyjdzie mi łatwiej.